70-letnia lekarka pogotowia stanie przed sądem. Prokuratura Okręgowa w Łodzi zarzuca jej narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu 32–letniej pacjentki, podczas przewożenia jej pomiędzy szpitalami.
Jak poinformował w czwartek PAP rzecznik łódzkiej prokuratury Krzysztof Kopania akt oskarżenia skierowany został do Sądu Rejonowego w Brzezinach. Lekarce grozi do 5 lat więzienia.

Według ustaleń prokuratury, w marcu 2015 r. pokrzywdzona przywieziona została przez rodzinę do szpitala w Rawie Mazowieckiej, w związku z zaburzeniami oddychania i kaszlem. Po trzech dniach hospitalizacji stan pacjentki pogorszył się. Nie mogła oddychać i doszło do utraty przytomności. Została zaintubowana i odzyskała przytomność. Podjęto decyzję o konieczności przewiezienia jej do szpitala w Brzezinach.
Pacjentka w trakcie przewożenia była pod nadzorem lekarza. Po przyjeździe do szpitala w Brzezinach lekarka pogotowia udała się do izby przyjęć pozostawiając chorą pod opieką ratownika medycznego. W trakcie jej nieobecności, która trwała kilka minut, stan chorej uległ gwałtownemu pogorszeniu - nastąpił spadek saturacji. Mimo interwencji, jaką podjął obecny przy chorej ratownik medyczny spadek saturacji postępował.
"Z uwagi na wątpliwości, co do sprawności respiratora ratownik rozpoczął wentylację ręczną. Zabiegi te nie przyniosły rezultatów i doszło do zatrzymania krążenia. Jak się później okazało, przyczyną komplikacji było niewłaściwe położenie rurki intubacyjnej" - wyjaśnia Kopania.
Zwrócił uwagę, że w toku śledztwa nie zdołano ustalić, czy sytuacja ta wynikała z niewłaściwie przyprowadzonych procedur intubacyjnych, czy wysunięcia rurki na późniejszym etapie. 32–latka doznała trwałego uszkodzenia układu ośrodkowego nerwowego, które doprowadziło do śpiączki mózgowej powikłanej zapaleniem płuc, w wyniku czego pod koniec kwietnia zmarła. Rodzina złożyła zawiadomienie do prokuratury.
Śledczy zabezpieczyli dokumentację medyczną oraz przesłuchali świadków. Pozyskano została specjalistyczna opinia opracowana przez Zakład Medycyny Sądowej Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Stwierdzono, że postępowanie lekarki pogotowia były nieprawidłowe i wyczerpywało znamiona błędu medycznego. Obowiązkiem lekarza nadzorującego zaintubowanego pacjenta, prowadzonego na oddechu kontrolowanym, jest sprawdzenie rurki respiratora, stężenia gazów, którymi pacjent oddycha oraz monitorowanie czynności życiowych. Lekarzowi nie wolno odejść od takiego pacjenta, dopóki nie znajdzie się on w monitorowanej sali z odpowiednim wyposażeniem i fachowo zorganizowaną opieką.
W momencie przyjęcia pacjentki przez zespół transportujący odpowiedzialność za stan pacjenta ponosi lekarz pogotowia, do czasu przekazania chorego następnemu lekarzowi. Wyjście lekarki z karetki uniemożliwiło prawidłowe reagowanie w razie wystąpienia komplikacji, które zresztą nastąpiły.
"W sprawie uzyskano specjalistyczne opinie biegłych, które potwierdzają zasadność przedstawionych zarzutów. Co prawda, brak jest podstaw do przyjęcia, że nieprawidłowe postępowanie lekarki miało wpływ na zgon pacjentki lub wystąpienie uszczerbku na zdrowiu, niemniej pozostawienie jej bez opieki lekarskiej narażało 32-latkę na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu" - powiedział rzecznik.
Dodał, że podczas przesłuchania, podejrzana odmówiła składania wyjaśnień. Jedynie przyznała się do błędu polegającego na opuszczeniu karetki i pacjentki. Oświadczyła też, że żałuje tego, co się stało i ubolewa nad zaistniałą sytuacją.

(PAP)