ŁKS Łódź, zajmujący obecnie 4. miejsce w drugoligowej tabeli, jest jednym z faworytów do awansu. Mimo że wiosenna dyspozycja beniaminka jest daleka od optymalnej, podopieczni Wojciecha Robaszka wciąż utrzymują kontakt z czołówką. Tajemnicą poliszynela jednak jest, że posada szkoleniowca wisi na włosku.

W sobotni (14 kwietnia) wieczór łodzianie w ramach 26. kolejki zagrają w Bełchatowie, gdzie ich rywalem będzie zajmujący 8. lokatę GKS. W drużynie „Brunatnych” w ostatnich dniach doszło do zmiany szkoleniowca– Mariusza Pawlaka zastąpił Artur Derbin. Jeśli opiekun ŁKS-u nie chce, by jego pracodawcy postąpili podobnie, koniecznie musi poprowadzić swój zespół do wygranej w derbach ziemi łódzkiej. Wydaje się, że w tej sytuacji do wyjściowego składu „Biało-czerwono-białych” powinien wrócić Jewhen Radionow. W ostatnich trzech potyczkach były zawodnik m.in. Świtu Nowy Dwór Mazowiecki każdorazowo wchodził na boisko dopiero po przerwie. W tym czasie rozegrał łącznie 101 minut– ani razu nie wpisał się na listę strzelców. Brak „Żeni” w podstawowej jedenastce ŁKS-u bardzo irytuje sympatyków drużyny z al. Unii. Decyzje trenera Robaszka mają jednak swoje uzasadnienie. Ukraiński snajper w bieżących rozgrywkach jest najskuteczniejszym zawodnikiem w jego zespole, ale ostatni raz do siatki rywali trafił pod koniec listopada ubiegłego roku. Wówczas ełkaesiacy na wyjeździe pokonali Gwardię Koszalin (1:0). Radionow na swoje dziewiąte trafienie czeka już od ponad 375 minut. Środkowy napastnik ŁKS-u w obecnym sezonie już przeżywał podobny kryzys. Jesienią jego seria bez strzelonego gola trwała jeszcze dłużej– 589 minut. Warto jednak pamiętać, że w pierwszym starciu z bełchatowianami, to właśnie on zdobył bramkę, dającą łodzianom jeden punkt (1:1). Trener Robaszek na pewno również ma tę informację w pamięci. W sytuacji, gdy nad jego głową kłębią się „czarne chmury”, powinien dać swojemu podopiecznemu kolejną szansę. Początek sobotnich derbów ziemi łódzkiej o godz. 18.