Do środy firmy mogły składać oferty na budowę dworca przesiadkowego przy ul. Czaplinieckiej w Bełchatowie. Zgłosiła się jedna firma, ale przetarg może zostać unieważniony.

To był już trzeci przetarg ogłoszony przez bełchatowski ratusz. Wcześniejsze zostały anulowane. W pierwszym postępowaniu nie zgłosiła się żadna firma, a w kolejnym oferty dwóch podmiotów znacznie przekraczały zaplanowany na tę inwestycję budżet.

Podobnie jest tym razem. Do przetargu na budowę obiektu w technologii pasywnej (niskoemisyjnej) zgłosiło się konsorcjum dwóch firm z Łowicza i Skierniewic. Zaproponowana cena to 9 mln 925 tys. złotych. Oferta o ponad 1,5 mln złotych przewyższa założony budżet.
Czy miasto dołoży brakującą kwotę? - Decyzje w sprawie przetargu na budowę demonstracyjnego pasywnego budynku węzła przesiadkowego nie zostały jeszcze podjęte - informuje Anna Przydryga z Zespołu ds. Informacji Społecznej w bełchatowskim ratuszu.

Wszystko wskazuje jednak na to, że urzędnicy będą musieli stworzyć nową specyfikację przetargową. Już w marcu Ireneusz Owczarek, wiceprezydent Bełchatowa zapowiadał, że jeżeli oferty firm przekroczą kosztorys, miasto rozważy możliwość wybudowania punktu przesiadkowego w technologii tradycyjnej.


Wizualizacja UM w Bełchatowie Wizualizacja UM w Bełchatowie Na dworzec z prawdziwego zdarzenia bełchatowianie czekają od lat. W 2014 roku PKS sprzedał działkę przy ul. Sienkiewicza, ale funkcjonujący tam przez wiele lat dworzec pamiętał jeszcze czasy PRL-u. Dlatego pojawiły się nadzieje, kiedy Bełchatów otrzymał blisko 2-milionowe dofinansowanie ze środków unijnych. Na realizację zadania miasto ma czas do końca grudnia 2019 roku.